Wypadałoby jednak coś o sobie napisać, żeby nie być aż tak anonimowym.
Jestem FraniaZena. W tym roku zdaję maturę, chce iść na medycynę. Uwielbiam pić kawę i zieloną herbatę. Swoją przygodę z odchudzaniem zaczęłam...3,5 lat temu. Najpierw to było niewinne nie jedzenia słodyczy, fast-foodów, jakieś ćwiczenia i tyle. Trochę schudłam ale to nie wystarczyło, było za wolno. Przerwałam dietę i zaczęłam jeść jak dawniej. Jakieś 3 lata temu natknęłam się na blogi Pro-Ana (pro-anorexia, w dosłownym tłumaczeniu za anoreksją). Zafascynowały mnie. Niesamowite było to, że dziewczyny jadły po 300-500 kcal dziennie, że robiły sobie kilkudniowe głodówki, że chudły. Wciągnęło mnie to. W listopadzie 2010 roku założyłam swojego bloga o tematyce Pro-Ana. Chciałam się stać jednym z motylków, być chuda, piękna, żeby inni mnie podziwiali. Tu też zaczęłam rozsądnie, na początku bez liczenia kalorii, odstawiając to co tłuste i słodkie. Później pojawiło się liczenie kalorii, próba jedzenia ich najpierw 1000, później 800, później próbowałam wytrwać na 500 kcal dziennie. Nie powiem, że mi się udawało. Owszem były dni gdzie jadłam 500 kcal dziennie ale na następny dzień wchłaniałam ich 5-6 razy tyle. Pojawiły się w między czasie również głodówki. Najpierw jednodniowe później kilku. Najdłuższa trwała 4 dni, chociaż jestem pewna, że gdyby nie pewna rzecz trwałaby do tygodnia czasu. Ciągła huśtawka. Oprócz oczywistych problemów zdrowotnych takich jak drastyczne spowolnienie metabolizmu, czy też pogorszenie się stanu włosów, skóry i paznokci oraz częstych bólów mięśni, szczególnie grzbietowych pojawiła się również depresja. Podświadomie zrywałam kontakty z bliskimi osobami, zamykałam się w sobie. Wiedziałam, że nikt dążenia do idealnego, chudego ciała z wystającymi kośćmi nie zrozumie. Jak ja wtedy zazdrościłam dziewczynom, którym kości wystawały... Efekty były takie, że oprócz tego, że przytyłam 10 kilo zamiast schudnąć to chciałam się zabić.
Od roku po ostatnim załamaniu nerwowym powiedziałam sobie: Dość. Masz 100 dni do wiosny, albo się ogarniesz albo się zabij i przestań się nad sobą użalać. Tak też zrobiłam. Przestałam się użalać. Najpierw zaczęłam się odchudzać, później zaczęłam powoli akceptować to kim jestem, uśmiechać się. Nauczyłam cieszyć się życiem. Zrozumiałam, że jestem jaka jestem i nie mogę się na siłe zmieniać. Owszem przychodziły momenty załamania ale wiedziałam, że to minie. Wiedziałam, że jutro też jest dzień. Dzięki temu żyję do dzisiaj, uśmiecham się. Jestem inną dziewczyną niż byłam. Wiem, że Pro-Ana będzie jeszcze przez pewien czas siedzieć we mnie. Będzie we mnie, że nie pozbędę się jej tak łatwo. To uzależnienie. Ale skończyłam z tym raz na zawsze.
Skoro skończyłam to po co ten blog o odchudzaniu? Chcę schudnąć w zdrowy, rozsądny sposób. Chcę mieć jędrne, szczuplejsze i wysportowane ciało. Chcę naprawić swój metabolizm, podreperować swoje zdrowie. Mam nadzieję, że mi się to uda. Jeżeli udało mi się wyrwać z piekła to dlaczego ma mi się nie udać osiągnąć nieba? ;)
Dziękuję, że przeczytałeś/-aś tego całego posta. Jest on długi, trochę nieskładny, ale dziękuję.
xxx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz